sobota, 17 kwietnia 2010

About my people.


Photography: me
Place: France (plac św. Franciszka- Asyż)

Ludzie. Potrafią inspirować, kochać, wspierać się, motywować. Potrafią irytować, odbierać chęci i nadzieje, wpędzać w depresje. Najgorsze jest to, że mogą wszystko równocześnie.
Mam wokół siebie ludzi, których kocham. I oni kochają mnie. Wiem, że chcą dla mnie dobrze. A mimo tego wszystkiego, oni strasznie mnie irytują. Pani S. nie jest szczęśliwa, ma monotonną pracę, cały czas sprząta, chciałaby gdzieś wyjechać, mieć coś z życia. Ale żyje z Panem A., któremu do szczęścia wystarczy mecz piłki nożnej, kanapa, ew. jakieś piwko. On jest zadowolony, ona nie. I nie ma ochoty mu się przeciwstawić. Dlaczego mnie to aż tak bardzo denerwuje? Nie wiem. Ale muszę codziennie z nimi rozmawiać, przebywać...
I ostatnia osoba, panienka M. Myśli, że jest fajna, a nie jest. Słucha jakiejś dziwnej "muzyki" ( nie obrażając nikogo, dla mnie jakieś łubudubu to nie jest muzyka i nazywajcie sobie to jak chcecie- trance, electro, house czy tam jak tam, dla mnie to i tak odgłos silnika startującej rakiety). Poza tym jest taka głupiutka, a starsza ode mnie. Nie ma żadnej pasji, takiej prawdziwej. Mam wrażenie, że jej najwyższą ambicją są zakupy. W dodatku ciuszki w stylu Dody. Grr.... A ja muszę udawać, że przebywanie z nimi jest przyjemne!
Tymczasem mnie strasznie to dołuje, demotywuje. Rodzi się we mnie bunt i nic nie mogę na to poradzić. Może to i naturalne w moim wieku... Ale niech oni po prostu zostawią mnie w spokoju, bo mam wrażenie, że bardziej skupiają się na moim, niż własnym życiu, które jest żałosne. Oczywiście, wszyscy włączając mnie, jesteśmy żałośni. Ale oni tak mega...

No cóż, nie poddam się, 
robię swoje. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz